Wieluń- moje rodzinne miasto oczami turysty

Wieluń to nieduże miasto w zachodniej części województwa łódzkiego, stolica powiatu wieluńskiego i urokliwe miejsce na mapie Polski. W świecie Wieluń jest znany głównie z serii nalotów, dokonanych przez niemieckie lotnictwo 1 września 1939 roku, a które obróciły niemal całe miasto w perzynę w ciągu zaledwie kilku porannych godzin. Wieluń na szczęście dał mi się poznać także z wielu innych twarzy, o których chciałbym dzisiaj pokrótce opowiedzieć.

Jak trafiłem do Wielunia

Jako że z zamiłowania jestem regionalistą i grzebanie w historii poszczególnych miast, zwłaszcza tych mniejszych, to moje ulubione zajęcie, to przekopałem się przez różne informacje i wiedziałem jedno – koniecznie muszę odwiedzić tak interesującą miejscowość ! Niestety, trochę na tę wizytę musiałem poczekać, bo wkrótce potem wybuchła pandemia koronawirusa, pozamykano nas w domach i z Bolesławca do Wielunia nie było dla mnie mowy, aby nawet myśleć o tym, aby przyjechać. Później ograniczenia w większości zniknęły i uznałem, że poza Wieluniem odwiedzę jeszcze kilka miejsc. Postanowiłem odwiedzić dawną stolicę księcia Władysława Opolczyka (tak, historia Wielunia to nie tylko 1 września, ale też bardziej chwalebne momenty!) na własną rękę. Zamówiłem pokój w hotelu, wymeldowałem się ze schroniska w Łodzi i z dworca autobusowego ruszyłem w dwugodzinną podróż do Wielunia.

Dobre wrażenie wywarł na mnie dworzec autobusowy. Nieduży, ale wyraźnie dostosowany do wielkości miasta, jest czysty i zadbany, a sam budynek jest bardzo miły dla oka podróżnego, nawet jeśli podróżny nie przepada za architekturą współczesną. Niewielka poczekalnia we wnętrzu dworca stała pusta i postanowiłem nie tracić tam czasu, ale od razu ruszać na zwiedzanie miasta.

Czas na zwiedzanie Starego Miasta

Nie mając ani mapy miasta, ani przewodnika, ani właściwie żadnej innej pomocy w poruszaniu się po Wieluniu, postanowiłem najpierw odszukać ratusz, a potem informację turystyczną, aby zdobyć tam jakieś mapy miasta i okolicy. Spodziewałem się dosyć długich poszukiwań, ale szybko zauważyłem wysoką, ceglaną Basztę Męczarnię, na której powiewała flaga miejska. Ładnie odrestaurowana, chyba nawet nieco za bardzo została oczyszczona, przez co sprawia wrażenie, jakby była wręcz własną rekonstrukcją, niemniej dobrze się prezentuje i komponuje z okazałym fragmentem murów miejskich, ciągnącym się w kierunku pobliskiego ratusza, którego wieża również dała się zauważyć w niedużym oddaleniu. Mury obronne Wielunia w XIX wieku podzieliły w dużej mierze los umocnień wielu miast w tej części Europy i zostały rozebrane, nim zauważono, że takie umocnienia mają dużą wartość historyczną i w zasadzie warto je zachować dla przyszłych pokoleń. Mury obronne postrzegano jako zaporę uniemożliwiającą rozrost terytorialny Wielunia i dlatego zostały wyburzone, zwłaszcza że w obliczu dziewiętnastowiecznego uzbrojenia taki średniowieczny mur obronny nie przedstawiał żadnej wartości militarnej.

                                                                                   

Wieluński Ratusz to budowla dosyć nietypowa, bo jest to dawna brama miejska, do której w XIX wieku dobudowano klasycystyczną dobudówkę i w ten sposób powstał wyjątkowo urokliwy gmach wieluńskiego magistratu. Po samej bramie widać, że jej losy były dość burzliwe, bowiem połowa bramy jest wykonana z piaskowca, a połowa z cegły. We wnętrzu Ratusza tuż po wejściu do środka rzuca się w oczy masywna, kamienna ściana, będąca dawniej elewacją Bramy Krakowskiej, jak ją historycznie nazywano w dawnym Wieluniu.

Klimat małego miasteczka i bogactwo obiektów sakralnych

Wieluń od razu dał się poznać jako żywe miasto, które z pewnością nie wypełnia definicji sennego, prowincjonalnego miasteczka. Jest to jednocześnie miejsce, które na szczęście nie jest gwarną, huczną metropolią, pozbawioną jakiejś wyjątkowości, a do tego zabieganą i zakrzyczaną przez tłum. Skarbem miasta są bez wątpienia zabytkowe kościoły, których mimo wielkich zniszczeń wojennych kilka w Wieluniu przetrwało. Pierwszym był barokowy kościół św. Józefa, dawniej należący do konwentu ojców pijarów, którzy zresztą na pobliskim placu Legionów prowadzili swego czasu kolegium, elitarną szkołę z rzędu tych, które miały wydać osiemnastowiecznej Rzeczypospolitej materiał na nową elitę intelektualną, polityczną, duchowną i społeczną.

Klasztory różnych zakonów męskich i żeńskich, których kiedyś w Wieluniu był ogrom (5), jak na tak nieduże miasto, zostały zlikwidowane na mocy decyzji rosyjskich zaborców, zwalczający Kościół rzymskokatolicki jako ważny nośnik polskiej tradycji, języka i kultury, przeciwny dominującemu w Rosji prawosławiu . Zakony długo broniły się przed przenosinami i likwidacjami; ostatnie ulec musiały siostry bernardynki, ale dopiero na początku XX wieku.  Ze zdumieniem zauważyłem, że to, co wziąłem za ołtarz, było tylko iluzjonistycznym, starym malowidłem, tak misternie wykonanym, że z oddali łatwo było o pomyłkę.

Wieluńskie smaki i serce miasta

Z kościoła udałem się niedługą ulicą Pijarską na pobliski plac Legionów. Nie jest to jakiś wielki plac, ale stanowi z pewnością serce Wielunia, główny plac miasta i jest bardzo urokliwy. Wojnę przetrwał na szczęście masywny gmach dawnego kolegium pijarów, którego jedno ze skrzydeł wychodzi też na ulicę Królewską i w którym to gmachu teraz mieści się kilka instytucji i bardzo dobra restauracja, w której później zjadłem obiad. Z lekkim sceptycyzmem zamówiłem żurek po wieluńsku, obawiając się, że jego wyjątkowość skończy się tylko na nazwie, ale okazało się, że coś faktycznie było w tym żurku innego, niż w takim zwyczajnym. Na bardzo wysokie noty zasłużyła sobie w mojej opinii niezwykle uprzejma i dobrze wyszkolona obsługa, która niemal od razu przywiodła mi na myśl dawne czasy dwudziestolecia międzywojennego.

Zajrzałem też na pocztę, gdzie bez problemu zdobyłem kilka pocztówek do swojej dość już pokaźnej kolekcji. Plac Legionów to spokojne miejsce i jak na rynek, w oczy rzuca się brak ratusza na jego środku, jednak jest to na tyle nieduży plac, że stawianie na środku jakiegokolwiek budynku mijałoby się z celem.

Centralne miejsce zajmuje okrągła fontanna, a wieczorem plac ożywa, gdy gromadzą się tam mieszkańcy Wielunia, aby móc w spokoju odpocząć po całym dniu pracy, spotkać się ze znajomymi i wypić jakieś piwo lub zjeść posiłek. Plac ten został bardzo poważnie zniszczony podczas nalotów wrześniowych, ale na szczęście odbudowano go z pewnym poczuciem gustu architektonicznego.

Niestety, plac szpeci jeden blok w pierzei południowej, częściowo zakryty wieloletnim już afiszem informacyjnym o nalotach, a 10 lipca, gdy zwiedzałem Wieluń, był też częściowo zakryty wielkim banerem wyborczym Andrzeja Dudy, który niedawno dostał honorowe obywatelstwo Wielunia. Wrażenie z tego dziwnego, komunistycznego i obwieszonego afiszami bloku nie należało do pozytywnych.

Historia wieluńskiej fary

                 Do 1940 roku tuż obok placu  Legionów oko i ducha cieszyła niewątpliwie okazała wieluńska fara. Był to stary, kilkusetletni kościół św. Michała Archanioła, najważniejsza świątynia dawnego Wielunia i jednocześnie najcenniejszy zabytek miasta. W kościele grzebano wybitnych wielunian, organizowano liczne uroczystości, a do XIX wieku kościół posiadał zaszczytne miano kolegiaty. Było to niewątpliwie nie tylko duchowe, ale i po prostu polskie serce miasta w czasach, gdy szyldy na kamienicach musiano pisać także po rosyjsku, w Wieluniu rządzili niejednokrotnie służalcy zaborcy, a w pobliskim Bolesławcu nad Prosną stacjonowała rosyjska straż graniczna.

W okresie międzywojennym kościół był świadkiem niejednej patriotycznej celebracji polskiej ludności Wielunia. Można się zastanowić, co myśleli sobie uczestnicy ostatniej Mszy Świętej, jaką odprawiono w świątyni 31 sierpnia 1939 roku. Przypuszczam, że kościół nie był pełny, bo choć czasy były niebezpieczne, to wielunianie wierzyli w potęgę polskiej armii i do tego był czwartek wieczorem, więc frekwencja raczej nie była oszałamiająca. Być może ksiądz nawiązał w kazaniu do aktualnej sytuacji politycznej, z pewnością w kościele rozbrzmiewały też łacińskie – 1939 rok to nadal czas Mszy łacińskich – modlitwy i formuły; nikt się chyba nie spodziewał też przy błogosławieństwie, że jest ono udzielane po raz ostatni w tych starych murach.

Nad ranem 1 września świątynia została trafiona bombami podczas nalotu; została zniszczona cała nawa południowa kościoła. Choć nadawał się on do odbudowy, Niemcy opróżnili go, zostawili na kilka miesięcy i w 1940 roku wysadzili w powietrze, zasypali piwnice i zaorali cały teren. Dopiero po latach udało się odsłonić pozostałości po dawnej farze i obecnie są one żywym pomnikiem pamięci o mieście, które zostało znienacka zaatakowane w ludobójczym, całkowicie bezzasadnym militarnie ataku niemieckiego lotnictwa na bezbronne miasto.

Wieluń oczami turysty

Wizyta w lokalnym muzeum

Kolejnym ciekawym miejscem na mapie Wielunia jest Muzeum Ziemi Wieluńskiej. Jako miłośnik międzywojnia i historii lokalnych przeżyłem w tym muzeum prawdziwą ucztę intelektualną, zwiedzając wystawę poświęconą międzywojennemu Wieluniowi i nalotom na miasto. Można było przeczytać gazetę z sierpnia 1939 roku, obejrzeć uratowane z nalotów zabytki i wysłuchać pasjonującej opowieści, bardzo szczegółowej, o dawnym, międzywojennym Wieluniu. Poznałem nazwiska dawnych wielunian, ich przemyślenia, warunki życia, dosłownie wszystko. Zamykając oczy, mogłem się przejść po Wieluniu z lat trzydziestych i wrażenie było bardzo pozytywne. Wrażenie wywarła na mnie opowieść o nalotach, gdy w całej sali muzealnej rozległ się warkot niemieckich samolotów i mogłem usłyszeć świst spadających na miasto bomb, usłyszeć wybuchy, krzyki rannych, a w wyobraźni znaleźć się na wieluńskiej ulicy rankiem 1 września 1939 roku. Trzeba powiedzieć, że wspomnienie tej ponurej daty jest w Wieluniu wszechobecne. W muzeum widziałem jeszcze wystawę o wsi wieluńskiej oraz jedną archeologiczną, które też były bardzo dobrze zrobione, choć już bez takich fajerwerków, jak wystawa międzywojenna.

Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia

Wychodząc z muzeum, skierowałem się do pobliskiego kościoła, czyli Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia.

Ten gotycki kościół jest otoczony przez cichy, zielony skwer, przy którym znalazły się też kapliczki, które z pewnością służą wielu osobom do chwili odpoczynku na modlitwie i nie tylko. Na elewacji kościoła ze zdziwieniem zauważyłem tablicę ku czci Anatola Sawickiego, dowódcy lwowskiej organizacji WiN (Wolność i Niepodległość), aresztowanego w 1947 roku przez UB niedaleko Bolesławca (w Lubaniu). WiN było największą powojenną organizacją podziemną, funkcjonującą w początkach ruchu Żołnierzy Wyklętych; lwowskie dowództwo WiN zostało zmuszone do ewakuacji na Dolny Śląsk, gdzie funkcjonowało jeszcze przez jakiś czas. Sawickiego po aresztowaniu osądzono i skazano na śmierć; okazało się, że tuż przed II wojną światową jako zawodowy wojskowy służył w stacjonującym nieopodal Wielunia pułku artylerii.

Zwiedzania ciąg dalszy

Mimo nasilającego się upału, wróciłem na plac Legionów i skierowałem się w stronę ulicy Kaliskiej. Ulica ta wydała mi się ładnym deptakiem i wielka szkoda, że mogą jeździć tam samochody, zwłaszcza że ulica jest dość wąska.

Wieluń oczami turysty

Przy Kaliskiej odwiedziłem księgarnię, w której znalazłem mapę okolic Wielunia i wdałem się w krótką pogawędkę na temat okolic miasta z pracującą tam kasjerką. Wielunianie to bardzo mili ludzie i każda kolejna godzina w ich mieście ku mojej radości tylko potwierdzała te słowa. Przez dłuższy czas spacerowałem ulicą Sieradzką, znów mijając opuszczony wieżowiec i już myślałem, aby może jednak zawrócić do Wielunia, ale okazało się, że już niedaleko jest zakręt i całkiem szybko dotarłem do dworca kolejowego Wieluń Dąbrowa. Jest to budynek z lat dwudziestych, ozdobiony przepięknym pruskim murem; na pewno był to jeden z najładniejszych dworców, jakie widziałem w życiu, a jako że bardzo lubię kolej i podróżuję często pociągami, widziałem już ich całkiem sporo. Dworzec powstał dzięki temu, że w dwudziestoleciu międzywojennym polskie władze zbudowały tzw. magistralę węglową, która połączyła górnośląskie kopalnie z powstającym portem w Gdyni; na szczęście Wieluń mógł dzięki temu zyskać nareszcie połączenie kolejowe. Oprócz tego, że dworzec nadal pełni swoje pierwotne funkcje, zainstalowano tam również lokalny ośrodek kultury.

A na koniec nietypowy nocleg…

Przeszedłem sporą część Wielunia, aby dotrzeć do hotelu, który znalazł się w południowo-wschodniej części miasta. Okazał się być on dość niecodzienny, bo jest połączony z dużą halą sportową przy ulicy Częstochowskiej/Nadodrze. Gdy się zameldowałem i nieco wypocząłem po całodziennym spacerze, mogłem oglądać z góry mecz piłki ręcznej, który wieluńska drużyna toczyła z reprezentantami jakiegoś innego miasta.

Następnego ranka opuściłem Wieluń, kierując się w dalszą podróż. Miasto wywarło na mnie niezwykle pozytywne wrażenie miejscowości spokojnej, ale bardzo żywej i posiadającej bardzo bogate dzieje. Mimo potwornych zniszczeń wojennych Wieluń podniósł się z gruzów i udało mu się też ocalić wiele cennych zabytków, w tym kościoły i okazały ratusz. Atmosfera tak wielkiego nacisku na wrześniowe naloty potrafi nieco przytłoczyć i myślę, że Wieluń powinien większy nacisk kłaść na inne aspekty swej bogatej historii, ale miasto sprawia bardzo pozytywne wrażenie i znajduje się aktualnie w pierwszej piątce moich ulubionych miast spoza mojego powiatu – obok Lwowa, Barda, Skierniewic i Legnicy.